Imelda May – TRIBAL | MUZYKA

Imelda May – Tribal | Grudzień to czas przymarzających wycieraczek, parujących szyb i trudności z odpaleniem auta. Ale nie tylko. Grudzień to także czas podsumowań i poszukiwania idealnych świątecznych prezentów. W tym roku na rynku pojawiło się naprawdę sporo dobrych krążków, które z pewnością świetnie zagrają w moim odtwarzaczu.

tekst: Aleksandra Cieślik

Imelda May z płytą TRIBAL jest tego doskonałym przykładem. Jej muzyka nie dość, że dobrze brzmi w głośnikach, to jeszcze sprawia, że temperatura powietrza w samochodzie gwałtownie wzrasta. Skoro mamy grudzień, to popatrzmy na tę płytę jak na potencjalny prezent. Zarówno dla faceta, jak i jego zmotoryzowanej kobiety.

Imelda May - TribalImeldę każdy polubi za co innego. Panie, za to, że karierę muzyczną świetnie godzi z obowiązkami matki, a panowie za to, jak wygląda, jak się rusza i… jeszcze raz za to jak wygląda. Jej znakiem charakterystycznym są pomalowane na czerwono usta, spięte włosy oraz obcisłe sukienki podkreślające kształty. Nie osądzajmy jednak Imeldy po ubiorze, bo stylizacja w stylu pin-up girl podpowiada nam, że słuchając płyty Tribal, uszy zaklei nam słodki pop. Nic bardziej mylnego.

Imelda May – Tribal to 40 minut totalnego szaleństwa w stylu rockabilly. Zaczyna się naprawdę dobrze: podczas piosenki Wild Woman za wiele rzeczy zrobić nie można, bo trwa ona zaledwie 2,5 minuty, ale rozbudza wyobraźnie i sprawia, że chcemy więcej. Potem jest już tylko lepiej. It’s good to be alive, Five good man czy Round the bend sprawiają, że mamy ochotę śpiewać, tańczyć i zamknąć licznik. O ile dwie pierwsze opcje mogą jedynie zwrócić uwagę innych użytkowników ruchu i wywołać pukanie w czoło, to jednak trzeciej opcji nie polecam – jest trochę zbyt kosztowna.

Imelda May - Tribal

Imelda May na swoim czwartym albumie pokazała, że jest
w świetnej formie. Głosem królowej współczesnego rock’n’rolla zainteresuje się każdy, kto lubi zarówno w życiu jak i podczas jazdy autem zaznać odrobiny szaleństwa.

Album Imelda May – Tribal ma jeszcze jedną zaletę…

…ulepsza zimowe poranki, gdy przy -15 stopniach, trzęsącymi się rękami, klnąc pod nosem, próbujemy zdrapać z szyb kolejną warstwę lodu!