Street Racing Lublin | Pirat prodakszyn

Street Racing Lublin | Na studia do Lublina przyjechałem babskim Oplem, legitymującym się mocą nieco ponad stu koni. Dość szybko odkryłem Inżynierską, a niedługo później – że nie potrafię jeździć w zakrętach, nie niszcząc przy tym felg i nie przestawiając, wbrew własnej woli, zbieżności. Zamiłowanie do pędzenia przez miasto trwało w najlepsze, aż do zakupionej V6-tki z USA i miłego obrazka, który na długo zapadł mi w pamięć.

tekst: Daniel Pirat Piróg, foto: Michał Węgrzynek


Street Racing Lublin – jak było kiedyś?

Pewnego wieczoru, gdy na street racingach byłem bez auta i popijałem brązową zupę z butelki, wpadła policja, rzucając informacją, iż następnego dnia na Torze przy Zemborzyckiej organizowany jest track-day i możemy się tam wyszaleć do woli, nie stwarzając zagrożenia w ruchu ulicznym. Dodać trzeba, że panowie w czapkach nie wystawili żadnego mandatu, a niemal wszyscy z nas grzecznie opuścili miejsce, następnego dnia faktycznie zjawiając się na, świętej już pamięci, Torze Lublin. Tak rozgrywało się to kiedyś.

Przy okazji ostatnich protestów związanych z zamknięciem toru żadnych wyścigów nie było, a kierowcy i tak zostali nagrodzeni punktami, których nie wymienią na mikser. Działania Miasta w sprawie załagodzenia konfliktu są jak na razie mocno nieporadne.

Słychać było jeszcze w tamtym roku głosy, że po zamknięciu Toru wielu kierowców wyjedzie na ulice. Tak też się stało. Dlaczego?

Bo to tak jakby piłkarzom zaorać boisko – jeśli nie mają innego w najbliższej okolicy, będą musieli kopać piłkę pod blokiem.





Street Racing lublin – era torów w Bangladeszu i Marakeszu

Z początkiem roku nasiliło się zatem korzystanie z (na) nowo otwartych torów w Marakeszu i Bangladeszu. Nie znajdują się one ani w Maroko, ani gdzieś w Azji, a rozsiane są na mapie Lublina i okolic. Frekwencja, wiadomo czemu, dopisuje.

Jak do tej pory, poza wybuchem turbiny i pożarem pewnego Audi, nie stało się nic złego. Jeśli się stanie to kierowcy, którym zabrany został skrawek wolności przy Zemborzyckiej, nazywani będą nieodpowiedzialnym wariatami. I jednym i drugim trudno się dziwić – sytuacja jest patowa i porównać można ją do samonapędzającego się, katastrofalnego perpetuum mobile. Jedni próbują zamieść problem pod dywan, a drugich denerwuje to wprost proporcjonalnie do stopnia lekceważenia problemu, który, moim skromnym zdaniem, będzie istniał bardzo długo i cyklicznie o sobie przypominał.

Street Racing Lublin – na nowy Tor Lublin chyba nie mamy co liczyć

Moje zdanie w tej kwestii podziela jeden ze starszych lubelskich street racerów – Hagiet:

„Moim zdaniem zamknięcie toru nie ma dużego wpływu na street racing. […] Tor nie sprawił, że przestałem jeździć po ulicy. Sprawił jedynie, że moje umiejętności były większe, więc powodowałem mniejsze zagrożenie. […] Totalne lamusy natomiast nie przyjadą na tor, bo to wstyd przegrać 350 konnym autem z jakimś 100 konnym g**ienkiem – pozostaną na ulicy ci prawdziwi rajdowcy/wyścigowcy, którzy jakoś sobie poradzą”.

Nieco inaczej o upalaniu po mieście i okolicznych wichurach, choć bardziej w kontekście latania bokiem, mówi Kuchar, Imprezowicz z Subaru:

„Będę zapi**lał, dlatego że to lubię i sprawia mi frajdę – oczywiście w granicach rozsądku. Znam swoje umiejętności. Gdybym od razu, bez treningów na torze, wsiadł do samochodu i próbował robić to, co czasem robię – prędzej czy później skończyłoby się to źle. Obecnie, jeśli uznam, że coś może się nie udać, po prostu odpuszczam i trenuję dalej. O ile mam gdzie…”.

Street Racing Lublin – jak powinno być?

Niektórym niedane będzie zacząć na torze. Na Zachodzie opuszczone budynki, czasami nawet kościoły, przekształca się w baseny, hale sportowe i inne miejsca użyteczności publicznej. Jestem przekonany, że to właśnie takie obiekty jak tory motorsportowe powinny się pojawiać, a nie znikać z mapy Polski. Ośmielę się stwierdzić, że to one przynoszą więcej pożytku, nawet kulturalnego, niż powstające w ich miejscach galerie handlowe czy osiedla.

Street Racing Lublin – C.D.N




Magazyn Motór - street racing lublin