The Prodigy – The Day Is My Enemy | Muzyka

The Prodigy. Dla niektórych także „The Prożidi” lub „Prodiże”. Całkiem niedawno, bo 30 marca, ukazał się ich kolejny, szósty studyjny album. The Day Is My Enemy, według wielu fanów jest powrotem kapeli do lat 90, czyli do czasów świetności. Nie można się z tym nie zgodzić. Panowie pokazali, że mimo upływu lat, wciąż mają się dobrze i powoli zyskują miano starych wyjadaczy!

tekst: Aleksandra Cieślik

Liam Howlett (lider formacji) zapowiedział, że będzie to zdecydowanie najmniej radiowa ze wszystkich płyta The Prodigy. Muzyka jest ciężka, ostra, zahaczająca o psychodelę – to fakt. Jednak zupełnie nie przeszkadza to w odbiorze przez radio. Piotr Kaczkowski, przy każdej możliwej okazji, zachwala ten krążek i prezentuje słuchaczom kolejne utwory.

Brzmienia grupy na tym krążku nie odbiegają od ich charakterystycznego stylu. Ba, słuchając Destroy, można pomylić go z, kultowym i znanym nawet wiernym fanom komercyjnej papki, Smack my bitch up. Podobnie z Get your fight on. Ten utwór bazuje na Take me to the hospital. Zastanówmy się – czy The Prodigy brakuje pomysłów na nowe, świeże brzmienia? A może wolą produkować zadziorne, ale zachowawcze piosenki, których dźwięki wszyscy dobrze znamy? Myślę, że nie mają ochoty eksperymentować (przynajmniej z tworzoną muzyką). Osiedli na mieliźnie, jednak trzeba przyznać, że całkiem dla nich dobrej.

the prodigy - the day is my enemy

Najwytrwalsi fani wychwalają krążek i nie szczędzą dobrych słów w internetowych dyskusjach. Ci mniej zagorzali twierdzą, że grupa odcina kupony od sławy. Ja zaś myślę, że to po prostu kolejny dobry album w ich dorobku. Może ciut przewidywalny, ale czy to właśnie nie przez te agresywne dźwięki możemy poczuć się przez chwilę jak bohaterowie Z archiwum X, czy Miasteczka Twin Peaks?

Słuchając The Prodigy – The Day Is My Enemy odczuwamy dreszcz emocji i przejmujący niepokój.

The Prodigy kolejny raz nie zawiedli. Ich muzyka nieodłącznie kojarzy się z szybkimi, sportowymi autami, nocnymi wyścigami i zamykaniem licznika. Mimo swojej ostrości, wywołuje przyjemne, pobudzające do działania emocje. I co z tego, że na trasie mamy ograniczenie prędkości? Wybieraj – albo ryzyko zatrzymania przez policję, albo nudna jazda, a w głośnikach muzyka klasyczna. Zdecydowanie polecam opcję nr 1.

the prodigy - the day is my enemy