Wrak Atak LUBLIN! | Pirat prodakszyn

wrak atak wrak race Tomasz Pecio

Wrak Atak LUBLIN! | Po tym, jak rok temu wygraliśmy Wrak Race na Ułężu, postanowiliśmy, że kolejnej tego typu imprezy nie przepuścimy. Gdy tylko usłyszeliśmy o planowanej podobnej imprezie w Lublinie, od razu zapisaliśmy się na listę uczestników. Ze względu na to, że o poprzednim starcie trąbiliśmy na prawo i lewo, postanowiły wystartować z nami nasze życiowe partnerki. Umknęło nam tylko kilka nieistotnych szczegółów… Jedna z nich niezbyt dobrze znosi trudne sytuacje drogowe, w których auto w mniej lub bardziej kontrolowanym poślizgu przemierza ronda, a druga ma po prostu chorobę lokomocyjną…

tekst: Daniel Pirat Piróg, foto: Jakub Pecio

Słowo się rzekło. Nauczeni życiem, kupiliśmy dwa wątłe, białe hot hatche z silnikami o litrażu małych Pepsi. W jednym przyspawaliśmy belkę od BMW (wierzcie lub nie – seryjna w Saxo była plastikowa!), poprzerzucaliśmy chłodnice nad silniki i hulajże Jezuniu. Po pierwszych obserwowanych startach miny nieco nam zrzedły. O ile na Ułężu za zrobienie Polonezem banana z drzwi Nissana dostaliśmy żółtą kartkę, tak na pierwszym Wrak Atak Lublin można było właściwie pomagać dachować przeciwnikom. Sytuacja wydawała się patowa, gdyż nasze pojazdy nie przeszłyby testu kota*.



Wrak Atak Lublin – przebieg

W eliminacjach wystartowało po 6-7 aut w grupie, w sumie blisko 50 załóg. Początkowo dość zachowawczo przejechaliśmy po cztery wyścigi w Top 3. Potem zaczęły się przepychanki. Auta, nie tylko nasze, traciły szyby, zderzaki, błotniki, światła, koła… W moim amortyzator postanowił z nieznanych zupełnie przyczyn wyrwać kielich, a u Tashiego z łap wypadł silnik, urywając kilka istotnych rzeczy. Z podobnymi przygodami zmagali się wszyscy uczestnicy.

Kolejny dzień zaczął się od naciągania harmonijek, w które zamieniły się samochody i spawania do kupy tego, co się jeszcze do użytku nadawało.

Następnego dnia odpadliśmy w półfinałach. Do tego czasu odpadła również, przez nadmierne zużycie pojazdów, niemal połowa stawki. Pięć pojazdów spektakularnie dachowało, a jeden z uczestników został zdyskwalifikowany za zbyt agresywną jazdę. Swój wyczyn skwitował słowami „Poniósł mnie melanż”, czy inne emocje.. Tych jest na Wrak Atak Lublin multum. Od gromkich napadów śmiechu, przez rezygnację z gorzkimi słowami na ustach, aż po wieczorne piwo, gdzie emocje powoli opadają i do przeżytych w ciągu dnia kilkudziesięciu kolizji podchodzi się z dystansem.

Wrak Atak Lublin – dlaczego tak potrzebny?

Zaorali nam Tor Lublin – szukamy substytutów. Powoli szukamy również zastępcy Clio, bo o ile oponami na Wrak Atak Lublin nie popiszczymy, o tyle impreza ma szanse stać się w Kozim Grodzie cykliczną. Saxo Tashiego dalej zipie mimo dachowania, pożaru i innych prób jego eksterminacji. A nasze pilotki? Zadeklarowały dzielnie pełnić nadane im role w kolejnej imprezie, gdzie znów będą trzymać nam gały…

Serio – w obu francach przy wyższych skokach wypadały biegi…

*Test kota – do zamkniętego samochodu wrzucasz mysz. Jeśli kot znajdzie dziurę na tyle dużą, aby wejść do samochodu, test jest oblany.




Magazyn Motór wrak atak lublin