Edward Mazur: „Będziemy kandydatem do awansu”

Edward Mazur – rozmowa z żużlowcem KMŻ Motoru Lublin

Rozmawiał: Tomasz Maciuszczak, foto: archiwum E. Mazura

W trakcie tego sezonu dołączyłeś do kadry KMŻ Motoru Lublin, ale debiut w barwach lubelskiej drużyny zaliczyłeś już dwa lata temu. Będąc jeszcze w wieku juniorskim, wystąpiłeś gościnnie w bardzo ważnym, ale i pełnym podtekstów meczu w Ostrowie Wielkopolskim. Pamiętasz tamto spotkanie?
Edward Mazur, KMŻ Lublin: Tak, pojechałem tam w charakterze gościa i zdobyłem cztery punkty z dwoma bonusami. Uważam, że był to nie najgorszy wynik, w dodatku wygraliśmy na trudnym terenie, choć niewielu wierzyło w to, że nam się uda. Bardzo miło wspominam tamten występ i cieszę się, że w tym sezonie mogę ponownie reprezentować lubelski klub.

W przerwie zimowej wokół twojej osoby było sporo zawirowań. Jak doszło do tego, że podpisałeś kontrakt z Motorem?

Edward Mazur, KMŻ Lublin: W ostatnim czasie zaprzyjaźniłem się z kilkoma osobami z Lublina, które namawiały mnie do startów w Motorze.

Przez pewien czas byłem blisko podpisania umowy z Orłem Łódź, w którym startowałem już w ubiegłym sezonie, ale sprawy potoczyły się inaczej. W końcu dostałem propozycję od prezesa Andrzeja Zająca. Bez dłuższego zastanawiania usiadłem do rozmów i podpisaliśmy umowę. To mój pierwszy sezon w roli seniora i chyba nie wygląda to najgorzej. Może poza meczem w Krośnie, gdzie nie mogłem dojść do ładu i składu ze sprzętem i z samym sobą, bo tamten tor nigdy mi nie pasował. Ale jak na razie jestem zadowolony ze swoich wyników. Wszystko dobrze się układa, mam w Lublinie trzech sponsorów, którzy pilnują mojej kondycji sprzętowej, za co chciałem im bardzo gorąco podziękować. Bez nich mógłbym nie jeździć nie tylko w Motorze, ale być może w ogóle.

Edward Mazur klub żużlowy KMŻ Lublin



Twoje występy w Orle Łódź nie doszły do skutku, bo po tym, jak skończyłeś wiek juniora, twój macierzysty klub zażądał ekwiwalentu za wyszkolenie w wysokości 100 tysięcy złotych. Miałeś żal do działaczy Unii Tarnów?
Każdy klub ma prawo domagać się ekwiwalentu za wyszkolenie swojego wychowanka i Unia też chciała z tego skorzystać. Ale żaden zespół nie był w stanie dać takich pieniędzy za zawodnika, który dopiero zaczyna występy jako senior i nie gwarantuje pewnych zdobyczy punktowych. To wszystko trochę opóźniło podpisanie przeze mnie kontraktu z nowym klubem. Na początku miałem trochę żalu, ale teraz wszystko rozeszło się po kościach i każdy robi swoje

Zawodnikiem Orła nie zostałeś, ale podczas jednej z transmisji telewizyjnych z Łodzi można było cię zobaczyć w tamtejszym parku maszyn.
Do tej pory mam kontakt z tą drużyną. Przyjaźnię się z Kubą Jamrogiem, którego znam jeszcze z Tarnowa i akurat podczas meczu, o którym mówisz, pomagałem mu przy motocyklach. Fajnie było tam wrócić, zostałem bardzo miło przyjęty przez kibiców. Dużo im zawdzięczam, bo wspierali mnie w trudnych chwilach, chociażby organizując zbiórki na sprzęt dla mnie.

W wywiadach mówiłeś, że dużo zawdzięczasz także sponsorowi Orła, Witoldowi Skrzydlewskiemu. To w środowisku żużlowym bardzo barwna postać.
Tak, ale warto zaznaczyć, że to głównie dzięki niemu żużel w Łodzi funkcjonuje. Jak tylko pojawiłem się w Orle, to zaczął mi pomagać. Nie robił problemów, wszystko było na czas. Mobilizował mnie, może na swój specyficzny sposób, ale działało. Ma też swoje poczucie humoru, które u niektórych wzbudza strach, ale można się do tego przyzwyczaić. W mediach nie zawsze jest przedstawiany pozytywnie, ale prywatnie jest świetną osobą i nigdy nie odmawia pomocy.

Edward Mazur klub żużlowy KMŻ Lublin

Wróćmy do twoich występów w Lublinie. Jakie cele stawiasz przed sobą w tym sezonie?
Chyba tak jak każdy, chcę jeździć jak najlepiej i razem z Motorem awansować do pierwszej ligi. Stać nas na to i ostatnie mecze to pokazują. Gdyby nie urazy, jakich w trakcie sezonu doznawałem ja, Oskar Bober i Kamil Pulczyński, mogłoby być jeszcze lepiej. Ale mamy świetną drużynę, która w ostatnim czasie lepiej się związała. Będziemy kandydatem do awansu.

Trener w miarę możliwości wystawia cię w parze z Samem Mastersem. Tak było m.in. w meczu w Rawiczu, gdzie obaj debiutowaliście i wyszło kapitalnie. Czy jest między wami jakaś „chemia”?
Wtedy faktycznie wyszło świetnie. Sam byłem pod wrażeniem i prosiłem trenera, żeby niczego nie zmieniał. W meczu z Gdańskiem było trochę inaczej, bo walczyłem z bólem po urazie, który doznałem tydzień wcześniej. Sam zaliczył upadek dzień przed tym spotkaniem, podczas eliminacji do Grand Prix i też ciężko mu się myślało o jeździe. Ale myślę, że był to wypadek przy pracy i jeszcze przywieziemy razem niejedno podwójne zwycięstwo dla Motoru.

O celach na ten sezon już mówiłeś. A gdzie widzisz się za trzy-cztery lata?
W Lublinie czuję się świetnie i chciałbym tu zostać, a pierwsza liga byłaby moim marzeniem. Planami nie wybiegam daleko w przyszłość, ale chcę być coraz lepszym zawodnikiem

A ekstraliga?
Wiadomo, że nie można spoczywać na laurach. Też chcę tam dojść, ale małymi krokami. Zamierzam jeździć jak najlepiej, a co będzie, to się okaże

Jak zaczęła się twoja przygoda z żużlem?
Edward Mazur, KMŻ Lublin: Miałem wtedy 15 lat. Na stadion po raz pierwszy zabrał mnie dziadek. Zobaczyłem, spodobało mi się i postanowiłem spróbować. Zaczynałem u trenera Mariana Wardzały, w Tarnowie postaci niemal legendarnej, zresztą bardzo dobrze znanej także w Lublinie. Zdałem egzamin na licencję, ale bywało różnie, bo często przydarzały mi się kontuzje. Właściwie to do ubiegłego roku nie zdarzyło mi się przejeździć pełnego sezonu.

Czy urazy potrafią cię mobilizować do ciężkiej pracy, czy wręcz przeciwnie – demotywują?
Edward Mazur, KMŻ Lublin: Po każdej kontuzji ciężko wraca się na tor, chyba każdemu. Ale jeśli ktoś naprawdę chce jeździć, to po prostu robi swoje. Wiadomo, że pewnych rzeczy nie da się przeskoczyć. Mnie uraz nie demotywują, dają mi kopa do lepszej jazdy i walki o jak najszybszy powrót na tor

Masz jakiegoś żużlowego idola? Starasz się na kimś wzorować?
Edward Mazur, KMŻ Lublin: Staram się obserwować każdego zawodnika pod różnym kątem, bo nikt nie jest idealny. Podziwiam styl jazdy Janusza Kołodzieja czy Grega Hancocka, ale nie mam jednego idola. Jak podpatruje się różnych żużlowców, od każdego z nich coś wybierze i zbierze do kupy, to może wyjść coś fajnego.

reklama bm

Magazyn Motór korki w Lublinie - edward mazur speedway