Tor Brno, czyli „Baba na torze – ratuj się, kto może”

Tor Brno | Razem z dziewczynami spełniłyśmy nasze ogromne marzenie. Na początku września pojawiłyśmy się na torze w Brnie. Nie, nie pojechałyśmy tam, aby oglądać wyścigi MotoGP oraz Valentino, Marqueza czy Jorge w akcji. Pojechałyśmy tam, aby same wjechać na ten krwiożerczy tor i sprawdzić, jak dobrze i jak szybko każda z nas jest w stanie po nim pojechać.

tekst: Olga Olesińska, foto: sxc

Kiedy trzy lata temu po raz pierwszy pojechałam na polski tor wyścigowy do Poznania, czułam się jak księżniczka. Mój motocykl załadował i oporządził kolega. Zatroszczył się o całą logistykę, wszystko zaplanował i zabukował. Mogłam w pełnym spokoju i na luzie zapakować na sam koniec swoją walizkę z ciuszkami oraz kosmetykami i wsiąść owego dnia do busa z błogim uśmiechem na twarzy. Od tamtego momentu minęło sporo czasu i wiele się zmieniło. Nadal bardzo lubię jeździć na tory z kolegami lub w mieszanym towarzystwie, ale ogromną satysfakcję dał mi właśnie ten ostatni wyjazd – chyba po raz pierwszy w Polsce na podbój zagranicznego toru ruszyła ekipa samych motocyklistek.

Mózgiem naszej operacji była Beata, dziewczyna o bardzo mocnym charakterze. Postanowiła, że pożyczy od taty busa, abyśmy mogły pojechać jednym autem razem z motocyklami. Świetnie radziła sobie z załadowaniem oraz z przypięciem i umocowaniem naszych pojazdów. Razem zrobiłyśmy plan, co wziąć na tor. Lista była długa, a na niej m.in.: stojaki, koce grzewcze do opon, kanistry, lejki, przedłużacze, klucze, śrubokręty etc. Tamtego poranka wyruszyłyśmy pełne ekscytacji na Brno. Pojechałyśmy, troszkę zbaczając z kursu, po naszą trzecią kumpelę – Gabi z Suchej Beskidzkiej. Gabrysia czekała już na nas z przyczepką, na której umocowany był jej motocykl. Załadowanie gratów i wymanewrowanie busem z przyczepką zajęło odrobinę więcej czasu, niż myślałyśmy. Udało się, a przed nami było już tylko 350 km na tor.

Brno jest obiektem dość wymagającym, specyficznym, stanowiącym wyzwanie. Nitka toru posiada kilka prostych, gdzie można się porządnie rozpędzić, a także wymagające zakręty, szykany oraz hopkę. Jest to tor, na którym odbywają się m.in. wyścigi MotoGP, w których uczestniczą najszybsi kierowcy świata. Stąd wszystkie czułyśmy napięcie, mieszankę adrenaliny, strachu oraz radości. Niestety zaraz po przyjeździe padało i pierwszego dnia nie dane nam było pojeździć. Drugi dzień przywitał nas słońcem. Zaraz po porannej toalecie i herbacie, zaczęłyśmy grzać opony (do tego służą właśnie koce). Pierwszy wjazd był magiczny – trudno sobie nawet wyobrazić, jak mocno trzeba być skupionym, aby zapamiętać nitkę, gdzie i jak wyglądają zakręty, gdzie przyśpieszać, gdzie hamować etc. To jest chyba najtrudniejsze i najlepsze w całej tej zabawie. Na koniec jazd niestety skapitulował mi motocykl, ale dziewczyny dzielnie reprezentowały nasz team w ostatnim wyścigu. Wróciłyśmy z Brna szczęśliwe i dumne, to, co wydawało się do tej pory nieosiągalne, ziściło się. I to w takim świetnym towarzystwie.

Dlaczego tak mało dziewczyn jeździ na tor? Ponieważ jest to trudne logistycznie i wymaga dużej siły oraz determinacji, którą każda z nas musiała długo zbierać. Taka wyprawa kosztuje kobietę naprawdę sporo nerwów, strachu i przełamania pewnych oporów. Tym bardziej jestem z nas trzech dumna, wszystkie razem udowadniamy, że warto się bardzo postarać, aby spełniać swoje marzenia. W końcu w życiu najbardziej żałujemy tego, czego nie zrobiliśmy.


Tor Brno – Masaryk Circuit (www.: www.automotodrombrno.cz/) – tor brno logo