Kamil Pulczyński: Chcę tu zostać! | KMŻ Lublin

Kamil Pulczyński – zawodnik KMŻ Motoru Lublin w sezonie 2015

 

Tekst: Tomasz Maciuszczak / Foto: Patrycja Sobiech

Motór: Jak podsumowujesz swoje wyniki w minionym sezonie? W barwach KMŻ Motoru odjechałeś dziewięć spotkań, ze średnią biegową 1,588. Jesteś z niej zadowolony?
Kamil Pulczyński: Ten sezon na pewno mogę ocenić pozytywnie. W Lublinie mogłem się odbudować i zrobić krok do przodu. W trakcie rozgrywek przydarzyła mi się kontuzja, która trochę przyhamowała ten rozwój, ale tylko na chwilę. Ze średniej nie jestem do końca zadowolony, ale jest to spowodowane zbyt dużą liczbą wykluczeń. Czasem jeździłem zbyt brawurowo, co działało na moją niekorzyść. Jestem zadowolony z wyników na własnym torze. Nad jazdą na wyjazdach muszę jeszcze trochę popracować.

Dla KMŻ Motoru ten sezon nie był udany. Nie żałujesz decyzji o podpisaniu kontraktu w Lublinie?
Kamil Pulczyński: Zdecydowanie nie. Atmosfera była tu sprzyjająca, abym mógł się rozwijać. Poznałem tu wielu ciekawych ludzi. Współpraca z klubem, mimo różnych perturbacji, też układała się nieźle. Jestem zadowolony.

Wspomniałeś o kontuzji, która przydarzyła ci się w trakcie rozgrywek. W meczu z Wybrzeżem Gdańsk doznałeś urazu biodra, mówiło się nawet, że to dla ciebie koniec sezonu. Jednak bardzo szybko wróciłeś na tor, czym z pewnością zaimponowałeś lubelskim kibicom.
Kamil Pulczyński: Lekarze mówili nawet o ośmiu miesiącach przerwy. Ja założyłem sobie jednak inny plan, który udało mi się zrealizować i szybko wrócić do jazdy. Dziś już nie pamiętam o tej kontuzji i pracuję dalej.

Jesteś jednym z zawodników, którzy zgodzili się na rozłożenie spłaty zadłużenia na raty. Jest to niezbędne do przystąpienia do procesu licencyjnego, jednak w tej chwili jeszcze trudno powiedzieć, czy klub uzyska licencję na ligowe występy. Gdyby tak się stało, to byłbyś gotowy występować w Lublinie w kolejnym sezonie?
Na tę chwilę deklaruję chęć pozostania. Prezes Andrzej Zając jest poważnym człowiekiem, który oddaje klubowi całe swoje serce.
W tym roku spłacił duże zadłużenie z poprzedniego sezonu. Liczę, że i tym razem uda mu się wyprowadzić klub na prostą. Ja nie chcę co roku zmieniać klubu, bo to nie wychodzi na dobre. W Lublinie jeździło mi się dobrze, są tu wspaniali kibice i świetna atmosfera na meczach. Nie widzę przeszkód, by tu zostać.

Co z czarnym scenariuszem, według którego klub mógłby w przyszłym roku nie przystąpić do ligowych rozgrywek?
Staram się nie brać pod uwagę. Mam nadzieję, że działacze wyciągną wnioski z poprzednich sezonów i podejdą do sprawy inaczej. Wierzę, że wszystko będzie tak, jak powinno być.

Przygotowujesz się już do kolejnego sezonu?
Pomału zaczynam pracować nad motocyklami i przygotowywać silniki w miarę możliwości finansowych. Jeszcze nie wiem, jakim sprzętem będę dysponował, ale będę chciał dopracować wszystko jak najlepiej. Rozpocząłem też już treningi fizyczne. Mam swój plan, który sprawdził się w tym roku i nie będę nic zmieniał, bo czułem się dobrze na motocyklu. Będę trenował z Mariuszem Puszakowskim oraz z chłopakami z Torunia, ale i Grudziądza. To zapewni miłą atmosferę podczas przygotowań, ale i dążenie do realizacji założonych celów. Chcę przygotować się do sezonu jak najlepiej, bo wiem, że stać mnie na lepsze wyniki. Chcę je poprawiać, aby w przyszłości jeździć w pierwszej lidze, a później jeszcze wyżej.

W barwach klubu z Lublina?
Gdyby nadarzyła się taka okazja, to byłoby bardzo miło. Mieliśmy w tym sezonie fajną drużynę i tworzyliśmy zgrany zespół. Dobrze jeździło mi się z Alesem Drymlem i Edkiem Mazurem. Liczę, że oni też zechcą zostać w Lublinie. Razem moglibyśmy walczyć
o najwyższe cele.

A nie przeszkadza ci odległość pomiędzy Lublinem a twoim rodzinnym Toruniem?
Na początku trochę mnie to przerażało. Ale ta odległość nie okazała się aż tak znaczna. Po zawodach wsiadałem w busa i po czterech-pięciu godzinach kładłem się spać w swoim łóżku. Ten dystans jest do przeżycia.

A jakie indywidualne cele stawiasz przed sobą w najbliższym sezonie?
Tak naprawdę mój cel jest taki, żeby w każdym wyścigu dawać z siebie sto procent i kończyć zawody cało i zdrowo. Jeśli uda się spełnić te dwa założenia, to będzie dobrze. Chciałbym też, w miarę możliwości, zaliczyć jak największą liczbę startów.

reklama bm