KMŻ Motor Lublin | Pewnych rzeczy nie rozumiem…

Żużel lublin ceny biletów 2017 Żużel Lublin ceny biletów w sezonie 2017

KMŻ Motor Lublin |

Rozmowa z Andrzejem Zającem, prezesem KMŻ Motor Lublin.

Rozmawiał: Tomasz Maciuszczak / Foto: Tommik Bosek

 

T. M.: Główna Komisja Sportu Żużlowego w połowie stycznia poinformowała, że nie wznowi postępowania licencyjnego wobec klubów z Lublina, Ostrowa Wielkopolskiego i Gniezna. Czy to jest już koniec KMŻ Motoru?

Andrzej Zając, prezes KMŻ Motor Lublin: W lidze nie wystąpimy, ale nie powiedziałbym zupełnie, że to już koniec. Chcemy w tym roku zorganizować jedną lub dwie imprezy, żeby spłacić chociaż część ciążącego nam zadłużenia. Jesteśmy winni zawodnikom i Miejskiemu Ośrodkowi Sportu i Rekreacji ok. 300 tys. zł. Nie są to duże pieniądze, ale ciężko nam się śpi z tą świadomością. Zwróciliśmy się do GKSŻ z prośbą o przyznanie nam organizacji jakiś wydarzeń i czekamy na odpowiedź. Gdyby się udało, to moglibyśmy spłacić połowę, a może nawet dwie trzecie długu, jaki mamy. Nie chcemy, żeby w środowisku żużlowym mówiło się, że Lublin to miasto, w którym źle traktuje się żużlowców i nie dotrzymuje słowa.




T. M.: Licencji na ligowe występy nie otrzymaliście ze względu na brak porozumienia z MOSiR-em na korzystanie z toru…

Andrzej Zając, prezes KMŻ Motor Lublin: Pewnych rzeczy nie do końca rozumiem. Według informacji medialnych klub z Piły do dziś nie podpisał umowy na korzystanie ze stadionu, a licencję otrzymał. A nam powiedziano, że przez to nie wystąpimy w lidze. Ale temat jest już zamknięty, jest nierealne, żeby ktokolwiek to zmienił.

Tuż po tym, jak okazało się, że nie ma szans, aby KMŻ Motor występował w tym sezonie na ligowych torach, miał pan sporo pretensji do władz miasta. Nadal ma pan żal?

Żal pozostał. Tak jak wspominałem wcześniej, w ubiegłym roku udział miasta w naszym całkowitym budżecie nie przekroczył 40 proc. Reszta pochodziła od sponsorów i z wpływów z biletów. Od kilku sezonów żużel w Lublinie traktowany był po macoszemu w porównaniu z innymi dyscyplinami sportu. A przecież kibiców żużlowych w naszym mieście jest całkiem sporo…

Sęk w tym, że po zakończeniu sezonu zapowiadaliście, że nie będziecie ubiegać się o licencję. Wtedy miasto ogłosiło, że wesprze nowy klub z Lublina stworzony na bazie szkółki KM Cross przy udziale jednego z lubelskich przedsiębiorców. Być może trochę za późno przystąpiliście do procesu licencyjnego?

Trudno mi to oceniać, nie mam dokładnej wiedzy dotyczącej planów miasta. Decyzję o tym, że będziemy walczyć o licencję podjęliśmy, gdy zwrócili się do nas zawodnicy i powiedzieli, że chcą dalej u nas jeździć.

Zadłużenie to nie wszystkie problemy klubu. Już w trakcie sezonu o Lublinie mówiło się w Polsce mało przychylnie. A to problemy z maszyną startową, a to z nawierzchnią toru czy konflikt z zawodnikami – Patrykiem Malitowskim
i Ronniem Jamrożym…

Co do Patryka i Ronniego, to deklaracje z ich strony na początku sezonu były zupełnie inne, niż to, co prezentowali na torze. Liga wszystko zweryfikowała. Trener podjął decyzję o odstawieniu ich od składu, bo nie może być tak, że zawodnik kreowany na lidera w dwóch meczach zdobywa cztery punkty… Co do innych kwestii, to owszem, popełnialiśmy błędy. Ale w klubie wszyscy pracowali społecznie, w swoim wolnym czasie, nie biorąc za to ani złotówki. Gdybyśmy mieli budżet na poziomie 2,5–3 mln zł, to moglibyśmy mieć inne oczekiwania.

Ale nie ma pan poczucia, że coś można było zrobić lepiej?

Nie będę zaprzeczał, było kilka poważnych błędów. Zaliczyłbym do nich kwestie związane z doborem zawodników. Biorę też na siebie winę za zbyt wczesną godzinę rozpoczęcia finału Indywidualnych Mistrzostw Świata Juniorów. To miała być impreza, która da nam duży zastrzyk gotówki, a ledwo wyszliśmy „na plus”. Mieliśmy też sporo pecha, chociażby z finałem Złotego Kasku. Pierwotnie miał on odbyć się 11 kwietnia w sobotę, przy pięknej pogodzie. Niezależnie od nas przełożono go na trzy dni później, gdy było przeraźliwie zimno. Na nasza złą sytuację ostatecznie złożyło się wiele czynników.

T. M.: Będzie pan się dalej zajmował żużlem?

Andrzej Zając, prezes KMŻ Motor Lublin: Jestem tym trochę zmęczony, ale gdyby ktoś mnie o to poprosił, to pewnie bym nie odmówił. Dla mnie najważniejsze jest, żeby ta dyscyplina dalej była obecna w Lublinie. Działaczom KM Cross życzę jak najlepiej, ale czas wszystko zweryfikuje…

KMŻ Motor lublin



Szukasz więcej informacji o lubelskim żużlu? Link!

reklama bm

Magazyn Motór KMŻ Motor lublin