F1 Drive to Survive | Recenzja, obsada, ciekawostki

F1 Drive to Survive

Amerykanie coraz śmielej wcielają w życie nowe rozwiązania, które mają przygotowane dla podniesienia poziomu rozrywki w F1. Jeśli chcecie sobie przypomnieć sezon 2018 lub spędzić wieczór z drugą połówką, tak by ta się nie wynudziła – warto włączyć F1 Drive to Survive. Nie chcę zabrzmieć sztampowo, ale w tym serialu każdy znajdzie coś dla siebie, bo ekspert skupi się na szczegółach w tle produkcji, a laik po prostu obejrzy „coś o samochodach”.

Autor: Klaudia Kowalczyk

F1 Drive to Survive | Początek

F1 Drive to Survive premierę miał 8 marca 2019 roku. Produkcją zajął się James Gay Rees, który wcześniej pracował także przy filmie „Senna”. W tym momencie mogliśmy się poczuć podniesieni na duchu. Źle nie będzie.

Dziesięcioodcinkowa produkcja jest klasycznym serialem dokumentalnym. Mamy jeden sezon, 20 kierowców oraz 10 zespołów. W zasadzie to trochę mniej, bo oficjalnie Ferrari i Mercedes nie zgodziły się na udział. Z pozostałej grupy ani razu na ekranie nie zobaczyliśmy Brendona Hartleya, Siergieja Sirotkina oraz Stoffela Vandoorne. Czyli w zasadzie to serial o 13 kierowcach i ośmiu zespołach. A Robert Kubica pojawia się zaledwie na kilka sekund. Warto czekać!

Mam wrażenie, że całość kręci się wokół Daniela Ricciardo, Red Bull Racing oraz Renault. W tle pojawiają się inni kierowcy i zespoły, ale to w zasadzie symbolicznie. Serial jest nakręcony w typowym, amerykańskim stylu, który nie każdemu się spodoba. F1 Drive to Survive to jednak nie pomidorowa, by wszystkim smakował, stąd na ekranie zobaczymy łzy, wyolbrzymione problemy oraz wiele, wiele dramatów.

Oglądając poszczególne odcinki mamy wrażenie, że świat kręci się wokół F1, a „cyrk” jeżdżący od wyścigu do wyścigu to w zasadzie samowystarczalna metropolia. Potrzebuje ona Formuły 1, żeby przeżyć, ale także poszczególni jej mieszkańcy bez serii by umarli. „Od kuchni” poznajemy wszystkich z nich po trochu – od PR-owców i mechaników, po trenerów oraz fizjo- i psychoterapeutów.

F1 Drive to Survive | Z podrzędnego warsztatu do Formuły 1

Motyw „od pucybuta do milionera” jest już tak oklepany, że aż szkoda strzępić klawiatury. Mimo to warto zobaczyć odcinek serialu, w którym główną postacią jest Esteban Ocon. Francuski kierowca „wypadł” z walki o miejsce w Force India na 2019 rok, bo nie stoi za nim bogaty ojciec, jak za Lancem Strollem. Francuz jest zupełnym przeciwieństwem Kanadyjczyka, który ma w rodzinie między innymi fundusze Ralpha Laurena oraz Michaela Korsa. Te dwa obrazy konfrontują dla nas twórcy serialu. Ocon, pochodzący z niższej klasy średniej i Stroll urodzony w czepku. Ten, który każdą minutę poświęca na trening oraz ten, który woli bardziej ekskluzywne rozrywki, na przykład na prywatnym torze wyścigowym. Francuz porównywany jest także z Maxem Verstappenem, synem znanego ojca i Sergio Perezem, mającym układ z najbogatszym Meksykaninem, Carlosem Slimem.

Historia taka jak wiele innych, tylko na razie bez szczęśliwego happyendu. Ocon jak na razie czeka na moment, gdy z Mercedesa odejdzie któryś z kierowców, bo jest testowym zespołu. Albo czeka na łut szczęścia, które już kilkukrotnie się do niego uśmiechnęło.

F1 Drive to Survive | Krótka droga od miłości do nienawiści

Pamiętacie czasy, gdy tandem Red Bull – Renault wygrywał każdy wyścig? Szczęśliwy mariaż trwał przez 11 lat. Coś zaczęło się psuć, gdy Francuzi położyli wszystko na jedną kartę, czyli na własny zespół.

https://scontent.fwaw7-1.fna.fbcdn.net/v/t1.0-9/56739272_2296056743996772_6844241720041799680_n.jpg?_nc_cat=106&_nc_ht=scontent.fwaw7-1.fna&oh=719b32dd0e290e288b928459404435fc&oe=5D2F5678

Cyril Abiteboul (szef Renault F1) oraz Christian Horner (szef Red Bull Racing) nigdy nie byli przyjaciółmi. Nikt nie spodziewał się, że rywalizacja między nimi jest na takim poziomie. Obaj wpuścili kamery do swojego życia. Francuz pokazał Paryż, fabrykę oraz wrogość do Hornera. Brytyjczyk natomiast zaprosił do swojego domu, gdzie wraz z żoną Geri Horner, ex-Spice Girls, znajduje spokój oraz odnajduje na nowo swoją niechęć do Abiteboula.

Mało? W serialu zobaczymy batalię o kierowców oraz silniki. Zupełnie jak podczas sprawy rozwodowej! Wszystko doprawione walką na torze, ale to schodzi na drugi plan, gdy szefowie kłócą się między sobą, kto jest najlepszym, najmłodszym i najbardziej zaangażowanym.

F1 Drive to Survive | Kontrowersje, “dramatyzacja”

Kierowcy po raz pierwszy otworzyli się tak bardzo. A może inaczej: Formuła 1 dzięki Liberty Media po raz pierwszy otworzyła się tak bardzo. Kosztowało to na pewno wiele godzin rozmów, przygotowań, a także solidną porcję dolarów.

Nie jest tak jednak, że każdemu ten pomysł się podoba. Wręcz przeciwnie. Widzimy, że już na samym początku zrezygnowały Ferrari i Mercedes, które występują w serialu jedynie jako wycinki z konferencji prasowych. Ambiwalentny stosunek do serialu mają także kierowcy. Część z nich nie godzi się na obdzieranie z prywatności. Netflix robi to w zasadzie permanentnie.

Sytuacja pierwsza: Pogawędka w grupie kierowców – Hartley, Hulkenberg, Gasly oraz Perez. Panowie rozmawiają o silnikach Hondy. Brendon Hartley ostrzega, że dookoła są mikrofony i trzeba uważać na słowa.

Sytuacja druga: Kolejna pogawędka, tym razem tuż przed wyścigiem. Trwa „track parade”, podczas którego kierowcy na platformie objeżdżają tor, machając do zgromadzonych. Tym razem rozmowa toczy się w innej konfiguracji – Sainz, Verstappen, Hulkenberg. Ten ostatni zauważa kamerę oraz mikrofon wiszący tuż nad nimi. Hulk korzystając ze swojego wzrostu odpycha mikrofon, mówiąc „f-word” i uśmiechając się. Nie był to oczywiście bezpośredni atak, tylko zwrócenie uwagi

 

Jest też kwestia, której nie wybaczę Netflixowi. Moment ten zaprezentowany jest zarówno w trailerze, jak i w samym odcinku. Romain Grosjean podczas kwalifikacji wraca do swojego garażu przez aleję serwisową. Obok niego operator kamery, kręcący francuskiego kierowcę. Gdyby nie Grosjean, który pociągnął go za kamerę, ten wpadłby na światła wiszące obok boksu Force India. Jak pokazał to Netflix? Jako bezpośredni atak wymierzony w stronę operatora. Mała „dramatyzacja” jeszcze nic nikomu nie zrobiła. W drugim sezonie serialu sytuacja może się powtórzyć. Wcześniej opisana sytuacja z Nico Hulkenbergiem to idealny materiał do „doprawienia” produkcji.

 

Nie mamy się jednak o co martwić, bo F1 pozostanie w związku z Netflixem przynajmniej na najbliższy sezon. Kolejnej części przygód serii możemy się spodziewać w marcu. W padoku słychać także głosy, że Liberty Media chce postawić Ferrari i Mercedesa pod ścianą, by zespoły te otworzyły się na kamery. Amerykanie mają z pewnością dużo argumentów. Także z perspektywy widzów z pewnością obrazki ze środka dwóch walczących o zwycięstwo zespołów byłoby niezwykle ciekawe. Przecież wiemy, że to, co na ekranie, nijak oddaje rzeczywistość, chociaż na pewno jest bliższe prawdzie niż polane lukrem i posypane cukierkami PR-owe wystąpienia.

Formuła 1 mimo wszystko nadal nie zmieniła obywatelstwa. Wciąż jest brytyjska, dystyngowana i bardzo ekskluzywna. Chociaż poza kamerą lubi prostego hamburgera z colą.