Bieszczadzkie serpentyny – motoryzacyjna turystyka poza sezonem

A gdyby tak rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady? My tak zrobiliśmy. Jak się okazuje, region rozsławiony przez serial Wataha nawet pomiędzy sezonami ma do dużo zaoferowania. Jedyne czego potrzeba to odpowiednie nastawienie i nieprzemakalny outfit. Oczywiście przydałby się jeszcze samochód.
Bieszczadzkie serpentyny
Renault Kadjar 2020 na śniegu

Bieszczadzkie serpentyny

Najlepsze wyjazdy to takie, które rodzą się „przy okazji”. Nawet teraz, kiedy ciężko o dobrą pogodę dla klasycznej, pieszej turystyki. Ale co tam! Nie zważając na powyższe, uznaliśmy, że to idealny moment na weekendowy wypad samochodem. Budzik zadzwonił o godzinie 4 rano, a po pięciu godzinach podróży jedliśmy już śniadanie z widokiem na góry.

Bieszczadzkie serpentyny | Renault Kadjar

Już po chwili okazało się, że wartością dodaną będzie nasz samochód. Jako że postanowiliśmy uprawiać turystykę motoryzacyjną, zjazd z utwardzonej drogi był tylko kwestią czasu. Szczególnie że dzięki temu mogliśmy zobaczyć… śnieg, którego mamy tak ogromny deficyt w tym roku. Renault Kadjar zdał egzamin. Nie chodziło o stały, czy nawet dołączany napęd na wszystkie koła (chociaż jego brak na początku był przerażający – przecież jesteśmy na kompletnym odludziu… bez zasięgu), a głównie o prześwit, który na poziomie 200 mm był wystarczający. Niewątpliwie pomogły też ujemne temperatury w nocy, które skutecznie utwardzały „dzikie” drogi.

Oczywiście same właściwości jezdne to nie wszystko, gdy jednego dnia do przejechania mieliśmy ponad 500 kilometrów. Tutaj poza automatyczną – niestety zbyt wolną przy gwałtownym przyśpieszaniu i kickdownie – 7-biegową skrzynią EDC, najważniejsze z naszego punktu widzenia były fotele. Spędzenie całego dnia za kierownicą nie przyniosło wieczorem bólu pleców, a dodatkowo miały zadziwiająco dobre trzymanie boczne, co dało się odczuć podczas dynamicznej jazdy na Pętli Bieszczadzkiej. Dynamicznej, ponieważ 160 KM pomimo masy auta wynoszącej blisko 1400 kg (bez obciążenia), daje efekt więcej niż zadowalający, ale wróćmy do naszego wyjazdu…

Pętla bieszczadzka
Pętla bieszczadzka mapa

Bieszczadzkie serpentyny | Trasa

Pętla Bieszczadzka to – niezależnie od auta – zawsze ekscytujące doznanie, budzące w nas poczucie „prawdziwych kierowców”. Może nie jest to trasa Transfogarska, ale niewątpliwie to jedno z miejsc, którym możemy się chwalić poza granicami. Odbiór drogi dodatkowo intensyfikowały warunki atmosferyczne. W górnych partiach przejeżdżaliśmy przez mgłę i resztki śniegu, by niżej wkraczać w rejony intensywnego deszczu. O dziwo, kontrola trakcji nie musiała zbyt często reagować. Zrobiła to za to Straż Graniczna, która zatrzymując nas, zwróciła uwagę, że automatyczne światła też czasami potrafią się pogubić – całe szczęście skończyło się tylko na miłej pogadance.

Pomimo licznych samochodów stojących przy wejściach na szlaki, poddających w wątpliwość nasz sposób zwiedzania, pozostanie w samochodzie, było słuszną decyzją. Inaczej ciężko byłoby nam w dwa dni odwiedzić wszystkie punkty, które widzicie poniżej.

Pokonując kilometr za kilometrem, doszliśmy do konkluzji, że równie dobrze ten wyjazd mogliśmy opisać jako podróż przez Skandynawię. Każdemu, kto widział „Kobietę z Tatuażem” czy „Polowanie”, Bieszczady o tej porze roku skojarzą się właśnie z północną częścią Europy. Nasza trasa to nadrabianie zaległości muzycznych i towarzyskich, a całość odbyła się w niesamowitych warunkach przyrody. Może, gdy uporamy się z panującym wirusem, warto dać kolejną szansę turystyce samochodowej?

Bieszczadzkie serpentyny | ALTI GIRI

Wiemy już, że następnym razem przyjedziemy tu innym autem. Miejski crossover Renault dał radę, ale my zdecydowanie lepiej pasowalibyśmy w większym, bardziej surowym aucie z napędem na wszystkie koła. Nie mniej jednak postanowiliśmy poddać Kadjara małej modyfikacji. Tuż przed wyjazdem do Wetliny odebraliśmy paczkę od naszego partnera, firmy Alti Giri, która produkuje subtelne, dopasowane do koloru naszego nadwozia ramki rejestracyjne, które założyliśmy do ostatniego zdjęcia tego weekendu. Żadnych reklam, obrazków, napisów – czysta prostota. Takie właśnie powinny być Bieszczady!

Alti Giri
Alti Giri

Zaobserwuj nas na Twitterze i Instagramie!