Raptowny: „Stunt umiera” | Rozmowa o polskiej scenie stuntu

Raptowny wywiad | Podobno kiedy się urodził, rodzice wozili go wózkiem na dwóch kółkach. Według miejskich legend, kiedy dorósł, przejechał na tylnym kole ponad 60 kilometrów… za jednym razem. Jest też rekordzistą Polski w długości jazdy na przednim kole. I choć to jeden z ojców polskiego stuntu, wróży mu raptowny upadek.

Motór: Zaczynając przygodę z jazdą na jednym kole spodziewałeś się, że to będzie sposób na zarabianie kasy?
Raptowny: Nie, wszystko wyszło na spontanie. Ktoś nas zaprosił gdzieś na pokaz, coś nam za to dał, a potem wszystko już samo zaczęło się rozwijać. Na początku liczyło się tylko to, żeby się dobrze bawić. Wsiadałem na motocykl, jeździłem, jarałem się tym i chciałem to robić. Nie myślałem o pieniądzach. Później, kiedy zobaczyłem, że są perspektywy na zarabianie, zajawka zaczęła zmieniać się w pracę. Taka sytuacja – robisz to co lubisz, coś co się podoba i chcesz za to pieniądze. Po czasie okazało się, że to nie takie łatwe.

raptowny wywiadDlaczego? Wydaje się to proste – jeździsz, twoje pokazy przyciągają ludzi, dostajesz za występ wynagrodzenie…
Tak by było gdyby nie sami stunterzy. Sportowcy, często młodzi, szmacą się – jeżdżą za darmo, a przez to zabijają rynek. Młodzi nie są świadomi tego, co robią i w jakimś stopniu ich rozumiem… Zaczynają, więc każda kasa jest dla nich ważna. Nie mają firmy, nie płacą podatków, więc te kilkaset złotych to niezły pieniądz. Nie zastanawiają się, że to zabija rynek i jak w przyszłości będą chcieli z tego żyć i zarabiać konkretny hajs, to nikt nie będzie chciał im tyle zapłacić. Przykładowo, ktoś bierze chłopaków i daje im 1500 zł. To jaki jest sens brać później kogoś lepszego i płacić mu 6 tysięcy?
Jest dużo młodych zawodników, pojawiają się cały czas, ale na ile to przetrwa? Ja przeżyłem już kilka pokoleń stunterów i ktoś pojawiał się na sezon, dwa, miał zajebiście jeździć, a później znikał i nic o nim nie słychać.
To jest też pytanie: ile można coś robić i stale do tego dokładać?

Hubert „Raptowny” Dylon: Ile kosztuje sezon stuntera?

Czy te koszty są rzeczywiście tak ogromne? Ile kosztuje sezon stuntera?
Koszty są ogromne. Jeśli chcesz robić to profesjonalnie, to wymagania są duże – motocykl musi być ładny, musisz mieć samochód. Cały czas musisz się dobrze prezentować, czyli musisz inwestować. Liczyłem chyba ze 2 lata temu – paliwo do busa przez sezon kosztowało mnie ponad 20 tysięcy, opony 15, plus części i inne rzeczy. Nie liczę tu mojej pracy, bo ja to sobie sam wszystko robię, ale w tym czasie przecież mógłbym gdzieś zarabiać pieniądze. To są naprawdę duże sumy.

Aby być chętnie oglądanym, trzeba dobrze wyglądać. Kupiłem BMW, fajny motocykl do którego części są drogie… Powinienem teraz wymienić amortyzatory, jedna rura kosztuje 1300 złotych, a potrzebuję czterech. Gdzie plastiki, które przydałoby się wymienić, wydechy mam przytarte, a kupiłem je za 10 tysięcy. Policz sobie te wydatki – jeśli chciałbym wszystko doprowadzić do ładu, muszę włożyć jakieś 50 tys.

Koszty rosną, a zobacz co się dzieje z branżą motoryzacyjną. Przez wiele lat wystawiałem się na targach w Warszawie, najpierw u Ścigacza na stoisku, później dla otomoto. Były takie targi, gdzie gazeta Motocykl była głównym sponsorem targów, a w tym roku nie było ich stać na to, żeby rozstawić się na stoisku.

Motór: Mimo wszystko motoryzacja wciąż wydaje się branżą, w której są pieniądze.
Raptowny: To pokaż mi stuntera, który ma jakichś sponsorów. Zawodowców, którzy są w Polsce kojarzeni jest zaledwie kilku – ja, Stunter13, Wheelieholix, FRSi i w zasadzie tyle.

I wciąż Polska jest za mała żeby utrzymać tych kilka osób?
Raptowny: Tak. I to nie jest tak, że nikt nie szuka sponsorów. Sponsor nie chce ci dać kasy. Prędzej da ci na przykład spodnie, żebyś w nich jeździł. A ja nie będę jeździł za spodnie… Trzeba się szanować.

Czy sytuacja się pogarsza? 5 lat temu było lepiej?
Raptowny: Tak, zdecydowanie. Stunt się powoli nudzi. Ile razy na coś pójdziesz? Zobaczysz raz, drugi, trzeci – bo to cię jara. Są tacy, którzy oglądają stunt na okrągło i się nie nudzą, ale dużo osób pójdzie kilka razy i już się tym nie interesuje. Zobacz jaki kiedyś był szał na 1/4 mili i jak to upadło. Ze stuntem jest podobnie. Widzę po frekwencji i kasie z pokazów, że z roku na rok jest gorzej. Gdyby nie to, że byli sponsorzy, to bym już nie jeździł. A teraz jeśli otomoto zamiast w motorsport, inwestuje kasę w komisy, no to o czym tu mówić.

raptowny stunt bmw f800r stunt

Hubert „Raptowny” Dylon: Co z przyszłością stuntu w Polsce?

Ale wciąż stunt ma zbyt duży potencjał…
Zgoda, ale nie ma już takiego wow. Kiedyś tłumy przyjeżdżały, żeby nas oglądać na lotniskach.

Teraz każdy kto chce może mieć motocykl, co jest fajne, bo młodzi mają czym jeździć, a kiedyś zdobyć japoński motocykl, to był wyczyn. Ludzie palenie gumy mają już w… gdzieś.

 

Teraz trzeba pokazać coś naprawdę trudnego i nowego.

W takim razie czy stunt ma szansę stać się normalną dyscypliną sportową? Czy powstanie kiedyś rynek zawodów stuntowych?
Nie, myślę że nie. Stunt wyłonił się z zajawki, łamania przepisów w dodatku. Jest tak odmienną dyscypliną od motorsportów jakie oglądamy na co dzień, że to się nie stanie. W wyścigach masz jasne reguły, ten kto jest najszybszy, kto pierwszy mija metę – wygrywa. Stunt jest dyscypliną artystyczną, indywidualną jak jazda figurowa na lodzie. Wkurzam się często, bo siedzi kilku gości i może ma muchę w nosie, może uzna, że jesteś za dobrze ubrany i lepiej oceni kogoś młodszego. Wyniki nie są sprawiedliwe.
Ale teraz to ja mam już spokój, nie muszę niczego udowadniać. Nie wiem, kiedy zsiądę z motocykla, póki co jazda na kole wciąż mnie bawi, mam swój warsztat i jeśli stunt pójdzie w odstawkę to z pewnością nie przestanę robić zajawkowych rzeczy.

To oznacza, że wyrastasz powoli ze stuntu?
Czasem się zastanawiam czy już mi się to nie przejadło. Na początku sezonu pojechałem poćwiczyć i szybko wróciłem, jakoś nie sprawiało mi to przyjemności, nie jarało mnie to. Ale po kilku dniach poszedłem znowu, zrobiłem kilka nowych rzeczy, miałem banana na twarzy i było fajnie. Czasami mam tak, że chyba samochody zaczynają mnie bardziej kręcić niż motocykle. Najlepszy przykład z BMW S1000RR. Kupiłem go w tamtym roku i przez sezon zrobiłem tylko 1600 km. Kiedyś, jakbym miał taki motocykl, to bym z niego nie zsiadał. Dzień i noc bym jeździł. Tak zresztą było z ZX-7R – jak ją ściągnąłem z Anglii 15 lat temu, potrzebny był tylko hajs na paliwo i cały czas ogień, nic innego się nie liczyło. Jak robisz coś tyle lat i jeździsz tak jak ja, co drugi dzień, w taki sposób – to po jakimś czasie już tym rzygasz. Nie czerpiesz takiej przyjemności z pewnych rzeczy. Jak przypomnę sobie to, jakie ja miałem ciśnienie, jak czekałem na wiosnę, żeby wyciągnąć motocykl i jechać, trenować. A jak pojedziesz na trening i jedziesz dla samego siebie, to też nie jest fajne. Co innego kiedy ktoś na ciebie patrzy, dopinguje, a ty czujesz, że robisz to dla kogoś.

Hubert Raptowny Dylon BMW F800R stunt

Hubert „Raptowny” Dylon: EMERYTURA STUNTERA

Jak sobie wyobrażasz stuntera na emeryturze?
Chciałbym mieć zawsze taki jeden przygotowany motocykl dla siebie i od czasu do czasu mógłbym pojechać na taką lajtową ustawkę, jedziesz na kilka dni i zapierdzielasz na placu z innymi ludźmi. Wiele osób mówiło mi, żebym założył jakąś szkołę stuntu, ale to chyba nie dla mnie.

W takim razie czym się będzie zajmował Raptowny za kilka lat?
Nie wiem. Jaram się samochodami, ale wątpię, żebym przerzucił się na samochody zawodowo, bo to też kwestia kasy i sponsorów. Może hobbystycznie. Zobaczymy.