Marek Szkopek wywiad
fot. Mateusz Patalon Fotografia / social media Marka Szkopka

Marek Szkopek wywiad: „Lepiej zjechać kółko wcześniej i mieć pewność, że nadal będziemy w grze.”

Urodzony w 1985 roku. Zawodnik startujący w Wyścigowych Motocyklowych Mistrzostwach Polski, europejskiej serii mistrzostw Alpe Adria oraz mistrzostwach świata w wyścigach długodystansowych FIM World Endurance Championship, gdzie podczas rundy w Le Mans razem z Adrianem Paskiem i Arturem Wielebskim odpadli z rywalizacji po 14 godzinach jazdy z defektem silnika.
Urodzony w 1985 roku. Zawodnik startujący w Wyścigowych Motocyklowych Mistrzostwach Polski, europejskiej serii mistrzostw Alpe Adria oraz mistrzostwach świata w wyścigach długodystansowych FIM World Endurance Championship, gdzie podczas rundy w Le Mans razem z Adrianem Paskiem i Arturem Wielebskim odpadli z rywalizacji po 14 godzinach jazdy z defektem silnika.

Marek Szkopek wywiad

Klaudia Kowalczyk: Jakie mieliście oczekiwania przed Le Mans? Spodziewaliście się w ogóle, że ten wyścig dojdzie do skutku?

Marek Szkopek: Wyścig miał się odbyć w kwietniu, przesunięto go na koniec sierpnia. Było to dla nas wielkie zaskoczenie, ponieważ wiele rund się już odwołało. Nie pojechaliśmy na Oschersleben, Suzukę i tak naprawdę do końca nie wiedzieliśmy, czy dotrzemy do Le Mans.

Pierwszym zaskoczeniem po zameldowaniu się na torze był brak kibiców. Zawsze tam na zawodach jest około 150 tysięcy osób, teraz trybuny były puste. Było to coś dziwnego.

KK: Ściganie rozpoczęliście z wysokiego C…

MS: Przyznam się szczerze, że zrobiłem najwięcej okrążeń na motocyklu za jednym zamachem w swoim życiu, bo aż 89. Zacząłem swoją zmianę, gdy było sucho. Potem lekko popadało, zrobiło się mokro, ale miałem dobre tempo na tym deszczu, więc postanowiliśmy, że pojadę jeszcze jedną zmianę.

Mamy taką tablicę świetlną, na której wyświetlają nam okrążenia, ponieważ nie bylibyśmy w stanie odliczać sobie, za ile będzie zjazd. Zbiornik paliwa starcza na 34 kółka i to jest jedna zmiana. Jak spróbujemy przejechać więcej to niestety zabraknie nam paliwa i będziemy musieli być odwiezieni, albo przez ekipę pomocniczą, albo będziemy musieli dopchnąć motocykl. To już są kolejne sekundy stracone. Lepiej zjechać kółko wcześniej i mieć pewność, że nadal będziemy w grze.

Chyba jeszcze nikt nie przejechał z Polski tyle okrążeń co ja, więc jest to wyróżnienie. Niestety później jednostka napędowa odmówiła posłuszeństwa. Wybuchł nam silnik. Szkoda straszna, ponieważ byliśmy na czwartym miejscu w klasyfikacji generalnej, a wiadomo, że jak nie ukończyliśmy to mamy zero punktów. Teraz jesteśmy na siódmej.

Jestem już w drodze na Estoril, mam nadzieję, że tu pójdzie nam zdecydowanie lepiej. To jest 12-godzinny wyścig. Przyznam się szczerze, że większość z zawodników, którzy jeżdżą w mistrzostwach świata, nigdy tu nie byli. To będzie kolejne nowe doświadczenie, nowy tor. Jedziemy tydzień wcześniej poznać się z obiektem, żeby wszystko ustawić, wszystko przygotować. Musimy być na 100 procent przygotowani i pokazać, jak wiele trzeba wysiłku w to włożyć, żeby jeździć w tych wyścigach długodystansowych.

Marek Szkopek wywiad | KK: Mówisz o rekordowym stincie – jak w takim razie przygotowujesz się do takiego wysiłku? Co jest najważniejsze?

MS: Cięzko jest przygotować się do tego, szczególnie psychicznie. Jak wszyscy wiedzą, człowiek z reguły pozostaje skoncentrowany około 45 minut. Ja przejechałem dwie i pół zmiany, czyli to będzie około 150-160 minut. Nieco więcej. Przede wszystkim, ciężko jest zachować koncentrację. Dochodzi do tego zmęczenie. Nie mamy ze sobą nic do picia, a musimy być cały czas skupieni, mięśnie muszą cały czas pracować. Jest to ogromny wysiłek dla organizmu.

Po tych swoich dwóch i pół zmianach za jednym zamachem miałem dwie godziny odpoczynku, by się zregenerować. Oczywiście fizjoterapeuta był z nami, rozluźnił te mięśnie. To nie jest tak, że motocyklista wsiada sobie na motocykl i sobie jedzie. My cały czas balansujemy, wsiadamy, przesiadamy się. Ciało cały czas pracuje.

By jak najlepiej działało muszę ćwiczyć. Najważniejsza przy takich przygotowaniach do 24-godzinnego wyścigu jest duża liczba powtórzeń z małym obciążeniem. Nam nie zależy, żeby budować tkankę mięśniową i żeby się rozbudować, żeby pokazywać swoje mięśnie. Nic jednak nie zastąpi najlepszego treningu, czyli samej jazdy na motocyklu. Codziennie powinniśmy jeździć, żeby mięśnie zapamiętywały prawidłową pozycję. Bardzo przydatny też jest rower. Na nim również musimy się pochylić, skulić. Przesiadanie się z zakrętu w zakręt, balansowanie ciałem – to wszystko przyjmują nogi – podobnie jak na rowerze.

KK: Co robisz, gdy zejdziesz z motocykla? Po prostu wstajesz i idziesz robić swoje?

MS: Uwierzcie mi, że jechać 24-godziny na motocyklu to ogromny wysiłek. Wychodzi na to, jakbyśmy dojechali do końca – 10 zmian – to jest jakbyśmy przejechali cały sezon mistrzostw Polski i mistrzostw Europy w jednym wyścigu. W jednym wyścigu robimy to, co normalnie przez cały rok, więc to ogromny wysiłek.

A co po zejściu? My przede wszystkim nawadniamy się. Po każdej zmianie chodzimy do fizjoterapeuty, żeby te mięśnie rozluźnić, porozciągać.

Mam o tyle dobrą sytuację, że zasypiam w moment, bo większość zawodników ma z tym problem, bo jest hałas, dochodzą emocje, adrenalina. Ja takich problemów już nie mam. Z każdym kolejnym wyścigiem jest zdecydowanie lepiej. Mogę sobie pozwolić na to, że mam 15 minut na jedzenie, 15 minut u fizjoterapeuty i później te pół godziny na drzemkę, żeby zregnerować się przed kolejną zmianą.

KK: Po odpadnięciu z rywalizacji w Le Mans po 14 godzinach pozostaliście z resztą ekipy czy udaliście się na odpoczynek?

MS: Oczywiście zawsze zostajemy do końca. Jeżeli któraś z naszych ekip odpada, to możemy sobie wtedy pomagać. Mechanicy, którzy są w jednej ekipie mogą iść na drzemkę, a zastąpią ich ci z drugiej. Cały chronometraż, który jest również się wymienia, żeby być w 100 procentach przygotowanym, żeby to wszystko było na najwyższym poziomie, żeby nikt nikogo nie zawiódł w swoich obowiązkach, bo wyścigi endurance to jest praca zespołowa.

To się tylko tak wydaje, że jest zawodnik i jest maszyna, ale oprócz tego zawodnika i maszyny są też mechanicy, chronometrażyści. Mamy własnego kucharza, który przygotowuje nam specjalne jedzenie na  wyścigi – dużo węglowodanów, makaronów, żeby długo uwalniała się energia. Fakt, że nie jest to jakoś bardzo tłuste, ale jest zbilansowane, tak żebyśmy mieli wszystko odpowiednio dopasowane do takiego wysiłku.

KK: Przed tobą ostatni wyścig – na Estoril – na który właśnie jedziesz. Macie apetyt na sukces po przedwczesnym zakończeniu we Francji?

MS: Postaramy się powalczyć o podium. Fakt jest taki, że nigdy tam nie byliśmy i tak naprawdę nie wiemy czego możemy się spodziewać. Ale zawsze po takim wypadku losowym jest taki niedosyt, człowiek chce więcej i wtedy nawert całkiem niezłe rezultaty się osiąga, więc jestem spokojny o nasz wynik. Mam nadzieje, że wszystko pójdzie zgodnie z planem. Zawsze mówię, że oprócz dobrego zespołu, dobrego motocykla, dobrych kierowców, w wyścigach długodystansowych trzeba mieć trochę szczęścia i to szczęście jest nam teraz bardzo potrzebne, ponieważ mamy szanse podskoczyć kilka lokat do góry. Ale wszystkiego dowiemy się już wkrótce. Mam taką skromną nadzieję, że skończymy z jakimś pucharem.

 

Czwarta i ostatnia runda sezonu 2019-2020 motocyklowych MŚ FIM EWC, 12-godzinny wyścig w portugalskim Estorilu, odbędzie się 27 września.