Renault Clio V test – zgodnie z oczekiwaniami

Renault Clio V

Po pierwszych krótkich jazdach w sierpniu wiedzieliśmy, że to będzie kontynuacja dobrej passy Francuzów. Pokonanie 2500 km za kierownicą nowego Clio potwierdziło, że Renault „umie w segment B”.

Tekst, foto: Łukasz Kamiński
Tak, rozpoczniemy od tego, że jeżdżąc względnie sporo poprzednią generacją Renault Clio czułem się dobrze. Nie jest to auto stricte męskie i nigdy nie będzie (nawet w odmianie R.S.), ale prowadzenie i ogólny stylistyczny charakter tworzą aurę unisexu. W przypadku pełnoprawnego testu nowego Clio już odbiór samochodu pogmatwał nieco plany przez kolor. Wzrok kobiet mówił wiele. Ale nie brałem tego osobiście. Bo Clio wciąż jest świeże, a w lakierze z nowej palety przyciąga wzrok jeszcze bardziej, raczej jako cukierek na drodze, coś świeżego do tej pory niezaobserwowanego. 
Renault Clio V test | Wrażenia
O ogólnych odczuciach pisałem już podczas relacji z pierwszych jazd testowych na południu Polski. Dziś mogę powiedzieć nieco więcej po użytkowaniu auta przez tydzień w warunkach miejskich i w trasie. Zacznę od minusów, bo te są bardziej wyostrzone i łatwiejsze do opisania niż kolejne z rzędu zalety. Nieustannie boli brak szóstego przełożenia w przekładni. To bolączka poprzednika (dopiero po liftingu większa liczba wersji miała skrzynię 6-tkę) i tu również trzycylindrowe jednostki nie mają zaszczytu oferowania kierowcy dodatkowego biegu. Co prawda skrzynia zestopniowana jest dość długo (swoją drogą lewarek mógłby też pracować nieco precyzyjniej, zwłaszcza przy tym rasowym aluminiowym designie), wobec czego piątkę zapina się całkiem późno (okolice 70 km/h) – w teorii więc na miasto w zupełnie wystarczy, a i w trasie nie powinno męczyć, ale autostradowe prędkości to już lekka zmora nowego Clio. Niestety rzecz ma się podobnie z dźwiękiem, a nawet jestem skłonny stwierdzić, że charakterystyczny trzycylindrowy szmer przy wysokich prędkościach jest tu słyszalny bardziej niż w starszym modelu. Układ kierowniczy nieco się „ugumowił” – nie znaczy to, że samochód stał się nagle żelką na kołach, bo wciąż jest precyzyjny, ale trzeba przywyknąć do jego pracy. W starszym aucie był nieco bardziej „mechaniczny” – ciężko powiedzieć czy to regres w życiu codziennym.

Sprawdź również: Skoda Scala

 

Jak więc widać wad nie ma zbyt wiele, bo poza tym – wierzcie lub nie, nowe Clio jest naprawdę znakomitym autem segmentu B. Wygląda dobrze (tak – nawet w tym kolorze!), jest komfortowe i względnie spore w środku. Bagażnik to element, który dzisiaj między rywalami nie różni się zanadto, wobec czego i tutaj po prostu jest przyzwoicie jak na zewnętrzne gabaryty. Oszałamia mnogość systemów bezpieczeństwa – guziki od ich sterowania są wszędzie, choć prawdę mówiąc korzystam z niewielkiej ich ilości, ale z dziennikarskiego obowiązku sprawdziłem ich działanie i nie odbiegają praktycznością od rozwiązań stosowanych w autach kilkukrotnie droższych. Co prawda odmiana Intense nie należy do najtańszych i tak skonfigurowany samochód ze wszystkimi opcjami to już kwota niebezpiecznie zbliżająca się do 90 000 zł, ale Renault pokazuje, że w tej klasie aut też się da. Uważam, że prawdziwym kąskiem to auto będzie dla młodych kierowców za 2-3 lata, kiedy auto będzie dostępne na rynku wtórnym za ułamek tej kwoty. Dziś wpisuje się po prostu w widełki cenowe nowych samochodów, które zestawione chociażby z rynkiem sprzed 5 lat jeżą włos na głowie.
Renault Clio V test
Renault Clio V test | Wnętrze
Jak każde nowe Renault, także Clio sprawia wrażenie komputera na kołach. To zasługa w głównej mierze cyfrowych zegarów (co ciekawe miniaturka Clio na ich wyświetlaczu jest w faktycznym kolorze lakieru, a przy włączonym kierunkowskazie nawet mruga odpowiednią stroną!), ale przede wszystkim ogromnego tabletu na konsoli centralnej. Fakt – robi wrażenie, ale nie odrzuca. Pamiętam, że pierwsze mierzenie się z tym rozwiązaniem w dużym Talismanie było trochę jak posadzenie 90-latka przed MacBookiem. Dziś wyświetlacz i poszczególne funkcje są dużo prostsze w odczycie i obsłudze,  a przecież o to chodzi, szczególnie w aucie, którym jeździmy na codzień. Nieco guzików przybyło na kierownicy (w końcu bardziej pewnej w chwycie i mniej plastikowej), ale wszystkie mniej użyteczne funkcje ukryto w wyświetlaczu centralnym, wobec czego liczba przycisków na kokpicie nie przytłacza. Ogólnie samo wnętrze także sprawia wrażenie solidnego i ładnego przy okazji. Jasne – ba! Białe wykończenie tapicerki (łącznie z boczkami i wstawkami na desce rozdzielczej, gdzie sięga ręka) to element, który odradzam, bo owszem wygląda bardziej premium i jest miły w dotyku, ale brudzi się od samego patrzenia. Nie chciałbym oglądać tych wykończeń po 3-4 letniej eksploatacji, no chyba, że ktoś lubi bawić się w konserwację i detailing, to oczywiście – zachęcam.

Renault Clio V wnętrze

Renault Clio V test | Podsumowanie
Podsumowując – Clio przy dłuższym obcowaniu nie zmieniło niczego diametralnie w moim odczuciu. Litrowy silnik o mocy 100 KM jest wystarczająco dynamiczny i rzecz jasna problematyczny przy pełnym obciążeniu. Niskie spalanie rekompensuje za to brak laurów za rezultaty w wyścigach spod świateł i bardzo dobrze – to autko miejskie, choć aspirujące do pełnoprawnego, eleganckiego wozu. I pomimo metki unisex, chyba właśnie elegancka dziewczyna (nawet wracająca z siłowni) będzie wyglądała i czuła się najlepiej, choć panom także polecam przejażdżkę, bo warto się zdziwić, jak wiele dziś można wymagać od aut segmentu B.
Renault Clio V wnętrze

Zaobserwuj nas na naszym nowym koncie na Twitterze!