Roland Ratzenberger | zapomniana ofiara czarnego weekendu w F1

Roland Ratzenberger podczas Grand Prix San Marino 1994; fot. Sgozzi (Wikimedia Commons)

Nie tylko Ayrton Senna zginął podczas „czarnego weekendu” w 1994 roku. Był jeszcze „ten drugi”, który nie był może trzykrotnym mistrzem świata, ale kochał wyścigi. Jego największą ambicją było ściganie się w Formule 1. – Żył dla swojego marzenia – takie słowa możemy odczytać na grobie Rolanda Ratzenbergera.

Autor: Klaudia Kowalczyk

Roland Ratzenberger podczas Grand Prix San Marino 1994
Roland Ratzenberger podczas Grand Prix San Marino 1994; fot. Sgozzi (Wikimedia Commons)

Roland Ratzenberger urodził się 4 lipca 1960 roku w austriackim Salzburgu. Dlaczego został kierowcą wyścigowym? Przekonał go do tego film ze Stevem McQueenem. Pomogła także babcia. Zabrała małego Rolanda na otwarcie Salzburgringu. Był 1969 rok, a na szczycie F1 rodak Jochen Rindt. Kilka lat później pojawić się miał Niki Lauda. W tym samym czasie na lokalnym torze powstała szkółka jazdy, w której, by pojeździć, Ratzenberger pracował jako mechanik. W wolnych chwilach chodził do szkoły, gdzie uczył się naprawy samochodów. Rodzice byli przeciwko.

Droga Austriaka do Formuły 1 nie była prosta. By sfinansować swoje starty w Formule Ford 1600 na początku lat 80. musiał dorabiać jako mechanik u innych. W austriackiej, niemieckiej i europejskiej odmianie tej serii zdobył pierwsze tytuły, co pozwoliło mu na zarobienie w Mistrzostwach Świata Samochodów Turystycznych (WTCC | 1987), a to z kolei na dołożenie się do budżetu brytyjskiej Formuły 3000. Ratzenbergerowi nie szło źle, a brakowało pieniędzy. Nie mógł liczyć na wsparcie rodzinnej firmy lub rządu swojego kraju. Regularnie „odmładzał” swoją metrykę, by nie być „zbyt starym” na F1.

Roland Ratzenberger | Ostatnia prosta do F1

O włos od debiutu w F1 był już w 1991 roku, ale wycofał się jeden z jego sponsorów. Postanowił spróbować szczęścia w Japonii. Należał tam do topu gaijinów – obcokrajowców. Obok Ratzenbergera ścigali się tacy kierowcy jak Jacques Villeneuve, Heinz-Harald Frentzen i Johnny Herbert. Ten ostatni po latach wspominał, że miał niezwykłe poczucie humoru.

Austriak nawiązał współpracę z Toyotą. Pojechał z zespołem nawet 24-godzinny wyścig w Le Mans – wraz z kolegami zajął 5 miejsce. Japońska przygoda pozwoliła Ratzenbergerowi, który już nie był młodzikiem, zebrać pieniądze na wymarzoną Formułę 1. Dołożyła mu się do niej znajoma. Barbara Behlau była niemiecką kolekcjonerką sztuki. Mieszkała jednak w Monako, gdzie poznała Rolanda. Jego urok osobisty przekonał ją do zainwestowania pieniędzy w wyścigi. F1 zbliżała się wielkimi krokami.

Roland Ratzenberger | Debiut Simteka

Marzenie 33-latka ziściło się w 1994 roku. Pieniędzy starczyło na pięć wyścigów w nowym zespole Simtek. Była to grupa pasjonatów wyścigów i nowych technologii, która chciała budować samochody w inny sposób niż dotychczas, wykorzystując nowinki w świecie informatyki. Nick Wirth, szef ekipy, wspomina, że Ratzenberger zabrał go na przejażdżkę zwyczajnym Fordem Fiestą z wypożyczalni. – Przejechał pełnym gazem zakręt, w którym każdy zwykły śmiertelnik wylądowałby w rowie. Byłem biały jak ściana – wspominał. Jednak Simtek S941 był bardziej podobny do tego auta niż do najlepszego Williamsa. Wyraźnie odstawał od reszty stawki. Rolandowi to nie przeszkadzało, bo przecież był w Formule 1. W swoim debiucie podczas GP Pacyfiku zakwalifikował się i zajął 11 miejsce, poprawić ten rezultat chciał w San Marino.

Roland Ratzenberger | Grand Prix San Marino 1994

Weekend zapowiadał się pozytywnie dla zespołu. Simtek S941 Rolanda Ratzenbergera nie zmieścił się w zakręcie Villeneuve. Zawiniło pęknięte skrzydło. Austriak jadąc z prędkością rzędu 300 kilometrów na godzinę uderzył w betonową ścianę. Doznał ciężkich urazów głowy i kręgosłupa. Klatka bezpieczeństwa pozostała nietknięta, oznaczało to, że cały impet zderzenia przyjął na siebie kierowca.

Austriak na pewno o tym nie wiedział, ale zakwalifikowałby się do wyścigu. Śledczy ustalili później, że przyczyną wypadku było uszkodzenie przedniego skrzydła. Zbadana czarna skrzynka zapisała, że kierowca hamował, przyspieszał, gwałtownie skręcał, co oznacza, że sprawdzał swoje auto. Austriak wybrał dalszą jazdę i próbę poprawienia czasu. Co najsmutniejsze w tej historii, Ratzenberger nie musiał jechać szybko, bo czas, który ustanowił (1:27:584) dałby mu kwalifikację do wyścigu.

Roland Ratzenberger | Życie po życiu

Pierwsza od lat śmierć kierowcy F1 wstrząsnęła padokiem, ale już następnego dnia przećmił ją inny wypadek. Trzykrotny mistrz Ayrton Senna zginął podczas wyścigu. Brazylijczyka żegnały miliony rodaków na miejscu i przed telewizorem, a trumnę nieśli rywale z toru. Tymczasem, dwa dni później w Salzburgu pojawiło się niewiele ponad 20 osób. Formułę 1 reprezentowali kierowcy – Johnny Herbert i Heinz-Harald Frenzen, przyjaciele z niższych serii, kolega z zespołu David Brabham oraz rodacy Gerhard Berger i Karl Wendlinger. Był także Max Mosley, prezydent FIA. Roland został zapomniany. Pojechałem na jego pogrzeb, bo wszyscy polecieli do Brazylii. Pomyślałem, że to ważne, by ktoś zjawił się też w Salzburgu – mówił później.

Nazwisko Ratzenbergera na Toyocie startującej w 24-godzinnym wyścigu w Le Mans
Nazwisko Ratzenbergera na Toyocie startującej w 24-godzinnym wyścigu w Le Mans; fot. Morio (Wikimedia Commons)

Roland Ratzenberger w czerwcu 1994 roku miał zaplanowany występ w 24-godzinnym wyścigu w Le Mans. Miejsce Austriaka zajął Eddie Irvine, jednak jego nazwisko pozostało na drzwiach. Zespół zajął drugie miejsce.

– Umarł jako szczęśliwy człowiek. Marzył o jeździe w Formule 1 i udało mu się to osiągnąć – mówił po latach Rudolf Ratzenberger, ojciec zmarłego kierowcy. Potwierdza to zespołowy kolega, David Brabham: – Tamtego dnia miał na twarzy uśmiech i to moje ostatnie wspomnienie z nim związane. – Roland jest już niemal zapomniany – dodaje Johnny Herbert. Szczególnie dzisiaj musimy o nim pamiętać.

Roland Ratzenberger został pochowany na cmentarzu Maxglan w austriackim Salzburgu.

Wypadek Rolanda Ratzenbergera (UWAGA! +18)

Opisując tę historię korzystałam z archiwów Motor Sport Magazine

Jak bardzo zmieniła się Formuła 1? Przeczytajcie recenzję najnowszego serialu Netflixa – Formula 1: Drive to Survive!