urodziny f1

Najszybsza, największa, najlepsza… 70 urodziny F1!

Królowa Sportów Motorowych kończy 70 lat. Ze względu na sytuację na świecie ta rocznica nie może być w pełni celebrowana. Kierowcy starają się nam uprzyjemnić czas niemal codziennym streamingiem internetowych potyczek. My natomiast przyjrzeliśmy się minionym latom i wyciągnęliśmy z nich esencję.
Królowa Sportów Motorowych kończy 70 lat. Ze względu na sytuację na świecie ta rocznica nie może być w pełni celebrowana. Kierowcy starają się nam uprzyjemnić czas niemal codziennym streamingiem internetowych potyczek. My natomiast przyjrzeliśmy się minionym latom i wyciągnęliśmy z nich esencję.

Najmniejsza różnica między dwoma kierowcami na mecie: Grand Prix Włoch 1971 (0,010 sek.)

Jedna setna sekundy pomiędzy Peterem Gethinem i Ronniem Petersonem to po niemal 50 latach nadal najmniejsza różnica w historii F1. Nie jesteśmy jednak do końca pewni, czy to na pewno ta wartość, bowiem wówczas organizatorów ograniczała technika. Zegar odmierzał czas jedynie do jednej setnej, więc mogło to być zarówno nieco mniej, jak i nieco więcej. Wiemy z pewnością, że był to najbardziej spektakularny finisz. Pierwsza piątka kierowców (poza wcześniej wymienioną dwójką Francois Cevert, Mike Hailwood i Howden Ganley) wyjechała z ostatniego zakrętu włoskiego toru niemal jednocześnie. Tak bliskie ściganie skończyło się w 1971 roku w momencie, gdy Monzę przebudowano, dodając szykany z opon. Formuła 1 znacząco przyspieszyła dopiero w 2003 roku.

Urodziny F1 | Najszybszy wyścig: Grand Prix Włoch 2003 (247.585 km/h)

Włoscy Tifosi musieli być zachwyceni wygraną Ferrari na domowym torze

Prędkość w Formule 1 to kwestia naczelna. Niekwestionowaną świątynią prędkości jest Monza. Wystarczy wspomnieć, że w TOP10 najszybszych wyścigów włoski tor pojawia się dziewięć razy. Największą średnią prędkość podczas Grand Prix osiągnął Michael Schumacher w Ferrari F2003-GA w 2003 roku. Wliczają się w to także pit stopy, więc realnie był nieco szybszy. Jednocześnie to najkrótszy wyścig w historii, bowiem trwał jedynie godzinę i 14 minut.

Najwolniejszy wyścig: Grand Prix Kanady 2011 (74.844 km/h)

urodziny f1
Tor imienia Gillesa Villeneuve’a zamienił się w rwący potok, mimo to udało się wznowić wyścig

Dlaczego kierowcy nie rozwinęli swojej maksymalnej prędkości? W zasadzie to jechali znacznie szybciej, niż nam się wydaje, ale… wyścig był wstrzymany na dwie godziny z powodu silnego deszczu, a to wlicza się do czasu całej rundy. Na najwyższym stopniu podium stanął Jenson Button, który w momencie restartu znajdował się na 21 pozycji.

Największa liczba nieukończonych wyścigów: Riccardo Patrese i Andrea de Cesaris (147)

urodziny f1
W 1989 roku Andrea de Cesaris częściej dojeżdżał do mety)

Andrea de Cesaris w ciągu swojej kariery dorobił się przydomka „de Crasheris” i potwierdzają to statystyki. Włoch nie ukończył 70 procent Grand Prix, w których startował. W latach 1986-1988 odpadł z 22 wyścigów z rzędu! „Nie stać mnie dłużej na zatrudnianie go!” – mówił w 1985 roku Guy Ligier, właściciel zespołu Ligier. Warto zaznaczyć, że wszelkie zniszczenia opłacał włoski oddział jednego z producentów papierosów.

Jak F1 stała się F2 – czy czeka nas powtórka z historii?

Drugiego z wymienionych, Riccardo Patrese, nękały natomiast awarie mechaniczne. Poważne ściganie rozpoczął dopiero 10 lat po debiucie, w 1987 roku, gdy związał się z zespołem Franka Williamsa. Włoch dzierżył do niedawna także inny rekord. Do 2008 roku miał na koncie najwięcej startów w Grand Prix. Wyprzedził go dopiero…

Największa liczba startów: Rubens Barrichello (326 GP, 19 sezonów)

W 1994 roku niewielu mogło przypuszczać, że ponad dekadę później Rubens Barrichello nadal będzie się ścigał (i to z sukcesami!)

Brazylijski weteran swój pierwszy wyścig zaliczył w 1993 roku za kierownicą Jordana. Był motorem napędowym zespołu Jackiego Stewarta, a równa forma doprowadziła go do posady w wymarzonym zespole każdego z kierowców – Ferrari. Odwróciło się to jednak przeciwko Brazylijczykowi. Kibice zapamiętali go najbardziej jako „przybocznego” Michaela Schumachera. Po trzech słabych sezonach z Hondą mógł wylądować na emeryturze, jednak zdecydował się zaryzykować i zaufać Rossowi Brawnowi. Ten wykupił japoński zespół, co okazało się strzałem w dziesiątkę, a Brazylijczykowi dało kolejne dwa zwycięstwa. Barrichello karierę zakończył dopiero w 2011 roku, a nawet wtedy łączono go z posadami w niektórych słabszych teamach.

Urodziny F1 | Największa liczba zwycięzców w sezonie (11 – 1982)

O tym sezonie można byłoby nakręcić film i starczyłoby materiału na sequel.

Sezon 1982 miał aż 11 zwycięzców, a byli nimi w kolejności: Alain Prost, Niki Lauda, Didier Pironi, John Watson, Riccardo Patrese, Nelson Piquet, Rene Arnoux, Patrick Tambay, Elio de Angelis, Keke Rosberg, Michele Alboreto. Skąd to zróżnicowanie? Kierowców nękały awarie. Szczególnie dotyczyło to silników turbo, wówczas jeszcze borykających się z chorobami wieku dziecięcego. Główny pretendent do tytułu, Didier Pironi, ze względu na wypadek podczas GP Niemiec, nie mógł ukończyć sezonu. Tytuł mistrzowski zgarnął Keke Rosberg, który przez cały rok zbierał punkt po punkcie. Wygrał jedynie Grand Prix Szwajcarii rozgrywane na torze Dijon-Prenois we Francji i to wystarczyło.

Największa liczba „wielkich szlemów”: Jim Clark (8)

Jim Clark osobiście pilnował, by jego samochód był jak najlepiej przygotowany

Czym jest „wielki szlem”? To po prostu pole position, najszybsze okrążenie, wygrana oraz prowadzenie od startu do mety – wszystko w ciągu jednego weekendu. Proste? Bynajmniej.

Najwięcej w historii dzierży skromny rolnik pochodzący ze Szkocji, Jim Clark. Ten niezwykle utalentowany kierowca całą swoją karierę związany był z Lotusem. Jego duet z konstruktorem Colinem Chapmanem zaowocował dwoma tytułami mistrzowskimi oraz ośmioma „wielkimi szlemami”. Ten drugi rekord pozostaje nie do pobicia już od 55 lat.

Jim Clark zginął w 1968 roku u szczytu kariery podczas wyścigu F2 na niemieckim Hockenheim. W jego Lotusie na jednym z zakrętów eksplodowała opona. Gdyby nie to, prawdopodobnie zdominowałby kolejne sezony, a przynajmniej zaliczył jeszcze kilka „wielkich szlemów”.

Urodziny F1 | Średnia pozycja na starcie: Juan Manuel Fangio (1,78 w 51GP)

Mercedes W196 na tle innych bolidów z epoki wyglądał niezwykle futurystycznie. Fangio dowoził go na najwyższych lokatach

Pięciokrotny mistrz świata, najlepszy z najlepszych w latach 50. XX wieku i jednocześnie najstarszy w gronie czempionów. Juan Manuel Fangio nigdy nie startował z pozycji niższej niż ósma, a pierwsze pole zdobywał 29 razy, czyli w około 60 procent prób. Tę skuteczność zawdzięczał wyjątkowemu wyczuciu maszyny oraz świetnemu doborowi współpracowników. Od zespołu zawsze wymagał przydzielenia jednego mechanika, który obsługiwałby jedynie jego auto. Możliwe, że Fangio osiągnąłby znacznie więcej, jednak zdecydował, że chciałby jeszcze trochę pożyć w spokoju. Na emeryturze zajmował się sprzedażą samochodów.

Urodziny F1 | Największa przerwa między dwoma wyścigami: Jan Lammers (Holandia 1982 – Japonia 1992)

Młody Jan Lammers chciał zostać gwiazdą F1, ale zdecydowanie lepiej radził sobie w wyścigach długodystansowych. Na zdjęciu z matką jako świeżo upieczony debiutant

Jeśli już mówimy o weteranach, warto wspomnieć o Janie Lammersie, który na powrót do F1 czekał dłużej niż Robert Kubica, bo aż 10 lat. Pierwsza część kariery Holendra nie przyniosła żadnych sukcesów. Spędził on w F1 cztery sezony, a do większości wyścigów się nie zakwalifikował. Sytuacja odmieniła się już w 1983 roku, gdy Lammers rozpoczął w mistrzostwach aut sportowych, a co za tym idzie także w Le Mans. Ten ostatni wyścig udało mu się nawet wygrać. W 1988 roku za kierownicą Jaguara XJR-9 pomógł w pełni brytyjskiej załodze osiągnąć sensacyjne zwycięstwo. Za sprawą tych sukcesów kierownictwo Marcha zakontraktowało Holendra na dwa ostatnie wyścigi sezonu 1992. Najlepsze miejsce? P12. Całkiem nieźle, jak na formę tego zespołu. Jan Lammers dziś jest szefem toru w swoim rodzinnym Zandvoort.

PS. Kubica w tym rankingu znajduje się na piątym miejscu (8 lat, 4 miesiące i 3 dni)

Urodziny F1 | Najbardziej wyrównane kwalifikacje: Grand Prix Europy 1997

Walka Schumacher-Villeneuve była główną osią sezonu 1997. Zakończyła się na korzyść Kanadyjczyka

Wyścig zamykający sezon 1997 był emocjonujący jeszcze zanim na dobre się rozpoczął. Ówczesny format kwalifikacji wymagał od kierowcy wykonania jak najlepszego czasu w ciągu 12 okrążeń. Gdy sesja się zakończyła, okazało się, że trzech kierowców osiągnęło ten sam rezultat. Jacques Villeneuve, Heinz-Harald Frentzen (Williams) oraz Michael Schumacher (Ferrari) pokonali kółko toru Jerez w ciągu 1:21,072. Niestety, firma TAG Heuer obsługująca wówczas Formułę 1 dokonywała pomiaru z dokładnością do jednej tysięcznej (0,001), więc nie wiemy, który z nich faktycznie był szybszy. Kierowców ustawiono więc w kolejności uzyskiwania rezultatu: Villeneuve, Schumacher, Frentzen. A był to dopiero początek farsy, która miała się wydarzyć podczas wyścigu…

Bonus: Potrójna Korona Sportów Motorowych (Graham Hill)

Brytyjski mistrz był jedną z ikon lat 60. Korona jednak mu nie wystarczyła. Założył własny zespół – Embassy Hill

Nie jest to rekord, ale osiągnięcie, które każdy z zawodników chciałby sobie dopisać na konto. Potrójna Korona Sportów Motorowych czeka na zwycięzcę Indianapolis 500, 24-godzinnego wyścigu w Le Mans oraz Grand Prix Monako. Dotychczas jedynym, któremu się to udało był Graham Hill. Przypieczętował trofeum w 1972 roku, gdy wraz z Francuzem Henrim Pescarolo stanął na najwyższym stopniu podium w Le Mans.

Obecnie najbliżej Korony jest Fernando Alonso. Hiszpanowi brakuje jedynie wygranej w Indianapolis 500. Nie dziwi więc wyścigowa przeprowadzka za wielką wodę. Dotychczas jednak zabrakło szczęścia. Alonso kończył Indy 500 kolejno z awarią silnika oraz po wypadku w czasie kwafilikacji. Następna szansa, jeśli pozwoli na to sytuacja na świecie, dopiero w sierpniu 2020.

Zaobserwuj nas na Twitterze i Instagramie!